CHWILA






Dramat w jednym akcie







Robert Panasiewicz














~ ~ ~






































Informacja

Dramat „Kapitał” jest zaprezentowany w formie nieopublikowanego manuskryptu
Wszystkie prawa zastrzeżone
Prawa autorskie i prawo własności intelektualnej – Robert Panasiewicz
rpanasiewicz@westnet.com.au
Perth, Western Australia, 2014

Jeden z wątków dramatu został zainspirowany
filmem „Crimes and Misdemeanors” Woody Allena.


~ ~ ~







































If we shadows have offended,
Think but this, and all is mended,
That you have but slumber'd here
While these visions did appear.
And this weak and idle theme,
No more yielding but a dream

William Shakespeare – „A Midsummer Night's Dream



~ ~ ~








SPIS TREŚCI

PRZEDMOWA                                                                        iv

POSTACIE                                                                                v

UWAGI TECHNICZNE                                                        vi

PROLOG                                                                                    1

SCENA PIERWSZA                                                                2

SCENA DRUGA                                                                       4

SCENA TRZECIA                                                                    6

SCENA CZWARTA                                                                 8

SCENA PIĄTA                                                                        10

SCENA SZÓSTA                                                                     15

SCENA SIÓDMA                                                                   20

SCENA ÓSMA                                                                        24

















~ iii ~







PRZEDMOWA

Kapitał to bogactwo, to majętność pomniejszona o zaciągnięty kredyt. O ile ten bilans posiadania i długu jest pozytywny, może on przynosić właścicielowi dochody i stanowić źródło dobrobytu i zadowolenia. Zdarzyć się jednak może, że pomimo imponujących liczb na bilansie, zarówno kapitał jak i zysk z niego mogą być znikome lub żadne. Zamiast żyć z bogactwa, które już nie istnieje, jednostka zmuszona jest wtedy wynająć się do pracy dla innego posiadacza kapitału, dzieląc los rzeszy ludzkiej, która znacznej majętności nigdy nie posiadała.

Skromna proporcja tych, którzy żyją z bogactwa, w porównaniu z tymi, którzy utrzymują się z codziennego trudu, na przestrzeni wieków, wskazuje, że przewaga ludzkości posiada niewiele i w znoju zarabia na byt. Nic nie wskazuje jednak, że są przez to nieszczęśliwi. Doświadczenie uczy, że prosta egzystencja w plątaninie międzyludzkich zależności, związków i układów daje milionom ludzi trwałe szczęście. Osiągają je bez posiadania bogactwa, z którego, wzorem klas wyższych, mogliby czerpać środki utrzymana i komfortu.

Co pozwala pozbawionej kapitału większości społeczności ludzkiej na poczucie dobrobytu? Co daje im sens życia, skoro nie posiadają nic poza zdolnością do pracy, rodziną, przyjaciółmi i innymi, codziennie napotykanymi ludźmi? Jedna z odpowiedzi na te pytania sugerowałaby ograniczoność obecnego rozumienia kapitału. Być może pełniejsza definicja powinna zawierać jego nieuchwytny składnik, to jest związki budowane z innymi uczestnikami rzeczywistości. Cenne w tej nienamacalnej części kapitału byłyby wszystkie mniej lub bardziej trwałe międzyludzkie połączenia.

Podobnie do tradycyjnego, materialnego bogactwa, które można przedstawić jako kopiec kosztowności, z najcenniejszymi klejnotami na szczycie, niewidzialny składnik kapitału można sobie wyobrazić w postaci podobnej piramidy. Budowane trwałe zależności rosną od jej bazy do wierzchołka, na którym znajduje się najcenniejszy międzyludzki związek, który nie każdemu jest dany osiągnąć. Cała niewidzialna piramida, z nagrodą na szczycie, jest być może najważniejszą częścią majątku, który posiadamy. Warto się o nią troszczyć – nawet gdyby, wraz z namacalną częścią bogactwa, okazała się jedynie mirażem w nieogarnionej pustce.













~ iv ~






POSTACIE

Postać Biała

Ubrana na biało mężczyzna lub kobieta. Sprawia wrażenie osoby doświadczonej, szczerej i nieskomplikowanej. Nie przywiązuje wagi do wyszukanych manier i nie ma zainteresowania złożonymi subtelnościami. Emanuje z niej pozytywna energia i wzbudza zaufanie. Cechy te podkreśla jej jowialność i rubaszność. Może je też, dodatkowo, podkreślać tusza.

Postać Czarna

Ubrana na czarno mężczyzna lub kobieta (przeciwnej płci do Postaci Białej). Robi wrażenie osoby inteligentnej, dystyngowanej i wyrachowanej. Emanuje z niej chłód, wyniosłość i skrytość. Nie wzbudza zaufania czy chęci zbliżenia, ale jej niezaprzeczalny mroczny, złowieszczy urok posiada siłę przyciągania.

Kobieta Pierwsza

W wieku między 30 i 40 lat. Dbająca o swój wygląd. Ubrana ze smakiem, choć bez przesadnej elegancji. Matrymonialnie jest w stanie wolnym. Jej materialny i psychiczny dobrobyt zależny jest w dużej mierze od dobrze usytuowanego mężczyzny, którego jest kochanką. Troski związane z jej niepewnym bytem i umykającą młodością wypisane są na jej twarzy. U mężczyzn pociąga ją bardziej zamożność i dystyngowana elegancja niż tężyzna, zmysłowość czy duchowość.

Kobieta Druga

W wieku między 20 i 30 lat. Elegancko i gustownie ubrana, inteligentna, atrakcyjna. Mężatka. Małżeństwo z rozsądku nie zapewnia jej całkowitego zaspokojenia, co podkreśla odrobina niepokoju na jej twarzy. Atrakcyjne u mężczyzny są dla niej cechy przystojnego awanturnika i zmysłowego amanta, niż zamożność czy subtelność.

Kobieta Trzecia

W wieku podobnym do Kobiety Pierwszej. Doświadczona życiowo, niezależna, optymistycznie nastawiona do życia, nieskomplikowana. Ceni sobie proste przyjemności. Nieokreślony stan matrymonialny. Pociąga ją u mężczyzn inteligencja, oryginalność, bezinteresowność i tolerancja.








~ v ~





Mężczyzna Pierwszy

W średnim wieku. Dystyngowany, inteligentny, dobrze ubrany. Sprawia wrażenie wykalkulowanej osoby, dla której najważniejszym jest utrzymać i powiększyć swój stan materialnego posiadania. Nie napawa zaufaniem i sympatią. Nieco pretensjonalny. Uważa się za kogoś więcej niż jest, tak w materialnym jak i intelektualnym sensie.

Mężczyzna Drugi

Młody, przystojny, szarmancki, posiadający poczucie humoru. Typ amanta i awanturnika. Inteligentny, ale bez pretensji do wiedzy, erudycji czy wyszukanych manier. Bezpretensjonalny, bezpośredni, szczery.

Mężczyzna Trzeci

W wieku podobnym do Mężczyzny Drugiego. Mniej atrakcyjny fizycznie. Typ idealisty, który przedkłada duchowe ponad materialne wzbogacenie. Podatny na filozoficzne spekulacje i debaty. Sympatię może wzbudzać jego otwartość, przyjazne usposobienie i pozytywne nastawienie do otoczenia. Może drażnić w nim upór w dociekaniu sedna spraw i demaskowaniu fałszu.

Pomocnicy Postaci Białej

Na biało ubrane dzieci lub osoby dorosłe.

Pomocnicy Postaci Czarnej

Na czarno ubrane dzieci lub osoby dorosłe.

Tancerze

Uczestnicy zabawy tanecznej.













~ vi ~





UWAGI TECHNICZNE

Scenografia

Nieskomplikowana i symboliczna. Rekwizyty mają tylko sugerować otoczenie przedstawionych wydarzeń w sposób symboliczny. Dominujący kolor – czerń.

Inne uwagi

Prolog może być wkomponowany w spektakl w formie wprowadzenia wypowiedzianego słowami aktora na scenie, lub głosem aktora poza sceną, z odpowiednim nagłośnieniem, kiedy widownia oczekuje rozpoczęcia przedstawienia.

Przedmowa jest elementem uzupełniającym i zasadniczo nie należy do tekstu dramatu. Może jednak być wykorzystana w scenicznej adaptacji, zależnie od inwencji twórczej reżysera.





























~ vii ~






PROLOG

Niejedno może się wydarzyć się w ciągu jednej chwili. Dwa spojrzenia mogą spotkać się, z konsekwencjami na resztę życia. Pomyślana idea może, jak wirus, opanować ciało i zmienić kurs ludzkiego istnienia. Życzenie może doczekać się spełnienia, ze skutkami odczuwalnymi przez pokolenia. Może też w jednej chwili być wypowiedziane słowo, którego namacalny skutek nic nie zmieni do końca wieczności.

Możliwym jest też w takim ulotnym momencie zapomnieć się, być obecnym tylko ciałem, a resztą swojej osoby znajdować się gdzieś zupełnie indziej, żeglując przez oceany czasu i bytów wielorakich, daleko od normalnej rzeczywistości. Tam, poza zasięgiem ludzkich reguł, które wiążą skutek ze zrozumiałą przyczyną, działają inne prawa, nierzadko takie, których umysł ludzki pojąc nie chce lub nie potrafi.

Ilość i różnorodność światów, pośród których buja w takich chwilach niematerialny składnik ludzkiej istoty, który ktoś mógłby – być może nie bez omyłki – nazwać duszą, zależy od wiedzy, wyobraźni i woli. Jedni popuszczają wodze imaginacji i pozwalają sobie na śmiałe wyprawy w nieznane. Inni natomiast preferują trzymać się bezpiecznego, znanego brzegu i, choćby nawet nie brakło im ani uczoności i zdolności wyobrażania, nie wypuszczają się w dalekie podróże.

Czy sny mówią cokolwiek istotnego dla codziennej egzystencji? Niektórzy twierdzą, że tak. Zapewne podobna grupa utrzymywałaby to samo o chwilach, w których obecni jesteśmy tylko ciałem. Być może to, co dzieje się w wtedy z niewidzialną częścią człowieka, daje wiarygodne świadectwo o tym, jaki naprawdę jest, lub powinien być, nasz normalny świat. Trudno powiedzieć coś pewnego na ten temat, bo nie ma w tym względzie jednoznacznej zgodności.

Być może absolutna pewność nie jest tak ważna, jak sam fakt zgłębiania tych i innych zagadek rzeczywistości i naszego w niej istnienia. Niezależnie czy te rozważania czynimy w świątyni, czy w sanktuarium własnego duchowego wnętrza, ważne, by to czynić, bo nikt przecież dotąd bezapelacyjnie tajemnic stworzenia i bytu nie rozszyfrował. Choć prób nie brakło i nie brak, ciągle nie ma pewności, co do elementarnych pytań: skąd wziął się świat i jaka jest nasza w nim rola?

Warto więc w celu dydaktycznej rozrywki przyjrzeć się przykładowi takiej kontemplacyjnej podróży w nieznane. Nawet jeśli obraz przez nią stworzony wyda się niezgodny ze znanymi faktami i szacownymi wierzeniami, to można jednak mieć nadzieje, że będzie on w wstanie pouczyć. Takie pouczenia oferowały już kiedyś karykatury na marginesach ksiąg kopiowanych przez średniowiecznych mnichów. Malując te marginalia, zakonnicy wierzyli, że swoją bluźnierczą monstrualnością uwypuklą one, drogą kontrastu, to co prawdziwe i wartościowe.





~ 1 ~





SCENA PIERWSZA

Postacie: Postać Czarna (PC), Postać Biała (PB)

Cała scena rozgrywa się bez słów. Światło reflektora odsłania krzesło na środku sceny. Po kilku sekundach wyczekiwania wyłania się Postać Czarna, która niespiesznym, omanowym krokiem kieruje się w stronę krzesła. Usiadłszy na nim, wpatruje się w widownię. Przebiega oczami po siedzących wolno, jak surowy nauczyciel, który wzrokiem sprawdza obecność i zachowanie uczniów. Potem wznosi wzrok w górę ponad widownię, jakby coś ważnego tam dostrzegła i chciała się lepiej temu przyjrzeć. Przystawia rękę do oczu, aby osłonić je od światła. Jako że wydaje się to bezskuteczne, wstaje i podchodzi do skraju sceny, by lepiej widzieć.

W tym czasie na scenie pojawia się Postać Biała. Skrada się komicznie w stronę krzesła, starając się pozostać niezauważoną przez Postać Czarną. Dla wzmocnienia komizmu, może mimiką prosić widownię o ciszę, by nie zostać zdemaskowaną. Osiągnąwszy krzesło, siada na nim z wyraźnym zadowoleniem. Postać Czarną przestaje interesować nieznany obiekt. Odwraca się, by wrócić na krzesło, i z zaskoczeniem spostrzega wygodnie usadowioną na nim i zadowoloną z siebie Postać Biała.

Zaskoczenie Postaci Czarnej przechodzi w konsternacje i rozdrażnienie. Z założonymi rękami groźnie wpatruje się w Postać Białą, jakby chciała wzrokiem usunąć intruza. Postać Biała siedzi niewzruszenie z wyrazem niefrasobliwej nonszalancji. Uśmiecha się do widowni z rozbrajającą beztroską, choć można przypuszczać, że zdaje sobie sprawę z psoty, którą spłatała. Postać Czarna po chwilowym namyśle podchodzi do środka sceny i, skierowana w stronę widowni, staje opodal Postaci Białej, wciąż z rękami założonymi na piersi, ale bez oznak poprzedniego rozdrażnienia.

Niewidocznie dla Postaci Białej, Postać Czarna przywołuje nieznacznym ruchem głowy i gestem ręki jednego ze swoich pomocników i szepce mu coś do ucha. Pomocnik wybiega, a po chwili zza sceny wylatuje podrzucona w górę piłka. Spada obok krzesła i, po odbiciu się, łagodnym łukiem leci na drugą stronę sceny. Wywołuje to wyraźne zainteresowanie Postaci Białej. Postać Czarna pozoruje pościg za piłką, co pobudza Postać Biała do rywalizacji. Podrywa się i biegnie za odbijającym się obiektem, co wykorzystuje Postać Czarna i zajmuje krzesło. Podekscytowana mina Postaci Białej (niezależnie, czy udało jej się złapać piłkę) rzednie na widok Postaci Czarnej siedzącej na krześle. Z konsternacją i zaambarasowaniem za swoją naiwność spogląda w stronę widowni.






~ 2 ~






Wyraźnie niezadowolona, próbuje wymyśleć sposób na zmianę niekorzystnego obrotu spraw. Po nieporadnych próbach kopiowania sztuczki Postaci Czarnej, z asystą jednego ze swoich pomocników, ucieka się bezskutecznie do użycia przemocy tj. próby zepchnięcia Postaci Czarnej z krzesła. Zrezygnowanie ustępuje chytremu wyrazowi twarzy. Postać Biała daje pozornie za wygrana i odchodzi. Mimika i gesty w czasie wychodzenia wskazują, że kapitulacja jest tylko pozorowana.

Po zniknięciu Postaci Białej, Postać Czarna siedzi samotnie. Rozgląda się niepewnie, okazując znaki zakłopotania i znudzenia. Wreszcie wzrusza ramionami niedbale i wychodzi. Kiedy znajduje się w odległości kilku kroków od krzesła, jak burza wpada na scenę Postać Biała i rozradowana siada na krześle. Zaciera ręce z radości i daje znak swoim pomocnikom, którzy wnoszą rekwizyty do Sceny Drugiej.
































~ 3 ~





SCENA DRUGA

Postacie: Kobieta Pierwsza (KP), Mężczyzna Pierwszy (MP)

Rekwizyty sugerują wnętrze pokoju Kobiety Pierwszej. Usłyszawszy pukanie do drzwi, którego niespokojnie wyczekiwała, zaprasza do środka gościa, którym jest Mężczyzna Pierwszy. Wygląda na zmartwionego i niespokojnego. Przytłacza go jej wylewne powitanie. Delikatnie uwalnia się z jej objęć i kieruje kroki w głąb sceny.

MP     Tyle razy ci mówiłem, żebyś do mnie nie dzwoniła. Na szczęście byłem w domu i podniosłem słuchawkę. Czułem, że to ty. Przecież umówiliśmy się, jak masz się ze mną kontaktować.

KP      Wybacz mi najdroższy moje roztargnienie (ulegle).

MP     Roztargnienie? Celowo to zrobiłaś, żeby mnie przyprzeć do muru i postawić przed faktami dokonanymi.

KP       Zawiedziona jego oschłością.

Ja już tak dłużej nie mogę. Mam dosyć schadzek po kryjomu. Postanowiłam, że sama z nią porozmawiam i wyjaśnię, jak sprawy stoją między nami. Nie możemy przecież żyć bez końca w zakłamaniu.

MP     Chcesz nam obojgu zrujnować życie? Obiecałem, że sam się z nią rozmówię, więc słowa dotrzymam i zrobię to, kiedy przyjdzie odpowiednia chwila.

KP      Obiecujesz już od roku i nic z tego. Ja nie mogę już dłużej czekać. Nie mogę tak dłużej (płacze).

MP       Próbuje ją pocieszyć, nieporadnie.

Naprawdę nie ma się czym martwić i denerwować, moja droga. Poczekajmy jeszcze trochę. Może kilka tygodni. Mam teraz dużo problemów na głowie. Byłem ostatnio bardzo zajęty i nie miałem ani czasu, ani okazji.

KP      Jak mogłeś nie mieć okazji. Przecież cały czas z nią jesteś. A ja tu siedzę sama. Naiwna i głupia czekam na ciebie. Trzeba mi nie było niczego nie obiecywać, przespać się ze mną i zostawić, tak jak inne swoje kochanki.

MP      Ale ja ci przecież niczego nie obiecywałem.




~ 4 ~





KP      Jak to nie? Chcesz, żebym w sekrecie nagrywała nasze sceny miłosne, żeby ci potem pokazać dowody? Nic nie pamiętasz z tych czułości, które mi szeptałeś do ucha? Niech ci nie przyjdzie do głowy zaprzeczyć i mówić, że to było w chwilach uniesieniem powodowanej niepoczytalności.

MP      Dobrze, już dobrze (daje za wygraną). Obiecałem i dotrzymam słowa.

KP       I co zrobisz (podejrzliwie)?

MP      Jak to co? To, co obiecałem.

KP      Ale co, dokładnie? Powiedz to własnymi słowami, żeby wszyscy słyszeli, i nie chowaj się za pokrętnymi niedopowiedzeniami.

MP      Porozmawiam o rozwodzie (mówi z niechęcią, rozeźlony).

KP       No nie złość się już na mnie, kochany (patrzy mu w oczy przepraszająco). Przecież wiesz, że cię kocham i że moje życie zależy od ciebie. Nie gniewasz się (szuka jego objęcia)?

MP      Nie, nie gniewam się.

Obejmuje ją, patrząc w stronę widowni złowróżbnie, zamyślony.

Możesz się niczego nie obawiać.

Światło gaśnie. Postacie wychodzą. Pomocnicy Postaci Białej zmieniają rekwizyty.

















~ 5 ~





SCENA TRZECIA

Postacie: Kobieta Druga (KD), Mężczyzna Drugi (MD)

Rekwizyty sugerującą otoczenie parku. Kobieta Druga siedzi na ławce i czyta książkę. Słychać ćwierkanie ptaków. Mężczyzna Drugi w pogodnym usposobieniu przechodzi obok ławki spacerowym krokiem. Jego pojawienie się wywołuje ledwie zauważalną reakcję czytającej. Minąwszy ławkę, reflektuje się, że przeszedł obok atrakcyjnej kobiety. Zatrzymuje się, nieco komicznie, w pół kroku. Pozoruje, że zatrzymał się dla rozejrzenia się i sprawdzenia czegoś w kieszeniach (portfela, kluczy). Potem siada na drugim końcu ławki i poprawia sznurówkę od buta.

MD      Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy to prawda, że pisarze piszą, żeby powstrzymać się od samobójstwa?

KD       Tego nie wiem (odpowiada nie przerywając czytania). Niech się pan ich zapyta.

MD      Chętnie bym zapytał, ale nie znam żadnego.

KD       A pan też ma może zadatki na pisarza? (Pyta po chwili milczenia, z odcieniem ironii w głosie.)

MD      Ja (zaskoczony i rozbawiony)? Absolutnie nie.

KD       To gratuluję i życzę dalszego powodzenia.

MD      A dziękuję, dziękuję. Daję sobie radę. Ale wie pani, może to nie tak źle być pisarzem, jeżeli w ich książkach zaczytują się kobiety.

KD       W tej (pokazuje książkę) nie tylko się zaczytuje, ale też napisała.

MD      Zaskoczony i zbity z tropu rozgląda się niepewnie.

KD       Żartowałam (rozbawiona). Napisał ją mężczyzna. Rosjanin.

MD      A o czym jest, jeśli wolno spytać?

KD      O nieszczęśliwej, młodej kobiecie, która... która nie kocha swojego męża (poważnieje na ostatnich słowach).

MD      To po co z nim jest?

KD       Z potrzeby materialnego zabezpieczenia i stabilności, których każda kobieta potrzebuje. No i po to, aby być szanowaną przez otoczenie. Nie widzę w tym nic złego.




~ 6 ~





MD     Ja też nie (gorliwie). Broń Boże. Ale, z drugiej strony, konwenanse, konwenansami, a życie bez romansu to jak piwiarnia bez piwa.

KD      Wie pan, w życiu jest coś więcej niż piwo i... i niemoralne sprośności (wyrzuca poruszona).

MD     Absolutnie się zgadzam. Ma pani zupełną rację. Są rzeczy święte i koniec. Ale czy to znaczy, że mamy pokutować jak męczennicy? Żyje się przecież tylko raz i odmówić sobie przyjemności powąchania róży, zobaczenia Rzymu czy pocałunku pięknej kobiety to przecież marnotrawstwo. Nie sądzi pani?

KD      Zasłuchana w jego słowa, odrywa oczy od książki, poczym potrząsa głową rozdrażniona.

Nie wiem. Nie znam się na tym. Nie kończyłam Sorbony. W Rzymie też nie byłam. Niech mnie pan zostawi w spokoju.

Zdenerwowana składa książkę wstaje i odchodzi.

MD      Podrywa się by biec, ale zmienia plan. Robi krok czy dwa i pozoruje upadek. Pada na ziemie i, trzymając się za kolano, jęczy z bólu.

KD       Wraca i patrzy na leżącego troskliwie.

MD     Potknąłem się, kiedy biegłem, żeby panią przeprosić. Odezwał się chyba uraz z dawnych czasów.

KD       Niech pan pokaże. Gdzie boli? Może trzeba będzie zawołać pogotowie.

MD     Nie, samo przejdzie. Musze tylko chwilkę odpocząć. Niech mi pani pomoże usiąść na ławce.

KD       Pomaga mu i sama siada obok.

MD      Przepraszam, że zabieram pani cenny czas.

KD      Ale co też pan mówi (spuszcza oczy zawstydzona). Kiedy ktoś potrzebuje pomocy, cóż innego można zrobić? (Wyjmuje książkę, ale nie czyta tylko patrzy na nią bezwiednie.)

MD      Ze znaczącą miną i przebiegłym uśmiechem ukradkiem spogląda na widownię.

Światło gaśnie. Postacie wychodzą. Pomocnicy Białej Osoby zmieniają rekwizyty.




~ 7 ~





SCENA CZWARTA

Postacie: Kobieta Trzecia (KT), Mężczyzna Trzeci (MT)

Rekwizyty sugerują atmosferę zabawy czy przyjęcia. Kilka par tańczy. Muzyka cichnie. Wszystkie pary, poza tańcząca Kobietą Trzecią i Mężczyzna Trzecim, niepostrzeżenie opuszczają scenę. Muzyka milknie. Mężczyzna sięga po kieliszek z niedopitym winem i siada na sofie czy fotelu. Zadumany patrzy w kierunku widowni. Kobieta stoi w pewnym oddaleniu z kieliszkiem w ręku i, zajęta swoimi myślami, rzuca ukradkowe wyczekujące spojrzenia w jego stronę. Nie ośmiela się podejść do niego. Oboje pozostają na swoich miejscach przez całą scenę.

KT       Nie wracasz jeszcze do domu?

MT      Nic specjalnego mnie tam nie czeka, więc nie spieszy mi się. Nie zanudziłem cię jeszcze całkiem?

KT       No pewnie, że nie.

MT      Dziewczyny zwykle nie przepadają za gawędziarzami. Wolą raczej małomównych bogaczy lub przystojniaków.

KT       Nie wiem jak inne, ale na mnie ani jedni, ani drudzy nie robią wrażenia. Napuszeni i zapatrzeni w siebie aroganci i prostacy. Znałam paru takich i nie mam zamiaru marnować więcej czasu. (Po chwili refleksji, przerywając ciszę) Wyrzucasz kobietom, że szukają bogatych i przystojnych, a czy wy mężczyźni nie gonicie za młodymi i zgrabnymi kobietami, nie zwracając uwagi na nic więcej?

MT      Mimiką przyznaje jej rację.

Tylko co z tego mamy? Same problemy.

KT       No to po co to robić i ciągle powtarzać te same błędy?

MT      Nie mam pojęcia. Niepowstrzymany głos natury, albo coś w tym rodzaju. Ale przyznaję, że to niedorzeczne.

KT       A ty za jakimi się uganiasz?

MT      Ja (zaskoczony)? Za niewłaściwymi, których nie miałem szansy dogonić. I na dobre to wyszło, bo na dłuższą metę ani ja nie wytrzymałbym z nimi, ani one ze mną.




~ 8 ~






KT       Ale dlaczego? Przecież widzę, że z ciebie nie żaden potwor.

MT      Ale kto by chciał sobie taki problem ściągać na głowę?

KT       Jaki problem?

MT      Nadpobudliwość, roztargnienie, podatność na urazy, manie prześladowcze, przejmowanie się wszystkim, tylko nie o tym, co ważne tu i teraz. A do tego jeszcze napady gadatliwości o czymś, o czym mało kto chce słuchać.

KT       To wszystko (śmiejąc się)?

MT      To jeszcze mało?

KT       Można jeszcze dorzucić: mądry, wyrozumiały, troskliwy. A do tego oczytany i oryginalny.

MT      I po co to komu? To co powiedziałaś brzmi jak lista ułomności. A to tylko potwierdza, że ze mnie zwykły, beznadziejny kaleka.

KT       Nie (potrząsa głowa, śmiejąc się). Wcale nie. Ty biedaku po prostu potrzebujesz, żeby ktoś się o ciebie zatroszczył.

Uśmiech, z którym patrzy na siedzącego, przemienia się w wyraz powagi po spotykaniu ich oczu. Światło gaśnie. Postacie wychodzą. Pomocnicy Postaci Czarnej usuwają poprzednie i wnoszą nowe rekwizyty.



















~ 9 ~





SCENA PIĄTA

Postacie: Mężczyzna Pierwszy (MP), Mężczyzna Drugi (MD), Mężczyzna Trzeci (MT)

Rekwizyty sugerują celę więzienną. Głównym symbolicznym elementem wystroju jest zakratowana rama okienna, która może zwisać z sufitu lub ze stojaka na mało widocznych drutach lub sznurkach. Innymi są prosty stół i krzesła. Mogą też być prycze, które jednak nie są konieczne w tej scenie. Mężczyzna Pierwszy, Mężczyzna Drugi i Mężczyzna Trzeci siedzą przy stole i grają w karty. Najlepiej, jeśli jest to nieskomplikowana gra. Mężczyzna Drugi może palić papierosy.

MP      To za co tu siedzisz (do Mężczyzny Trzeciego)?

MT      Za przekonania?

MP      Więzień polityczny, co?

MT      Można to i tak nazwać. Moje poglądy nie pasowały kilku osobom. Obraziłem kogoś czy naruszyłem świętość czegoś. Nie pamiętam dokładnie.

MP      A ciebie za co tu trzymają (do Mężczyzny Drugiego)?

MD      Za niewinność oczywiście.

MP      Mogłem się domyśleć. A tak bardziej konkretnie, to czego byłeś taki niewinny?

MD      Zwolnienia z pracy. Z czegoś przecież musiałem żyć.

MP      Nie wyglądasz mi na takiego, co to kurczowo trzyma się stałego zajęcia.

MD      Gdyby było dobrze płatne, to bym się trzymał. Czemu nie. A ty tu za co?

MP      Za zabójstwo.

Mężczyzna Drugi i Mężczyzna Trzeci patrzą najpierw na siebie a potem na towarzysza zaskoczeni i oniemieni.

MP      Co tak zaniemówiliście? Przestępstwo jak każde inne.

MD      O przepraszam, nie tak szybko. Odebrałeś komuś życie. To się różni od podrabiania kart kredowych czy kradzieży samochodów.



~ 10 ~





MP      Nie ja byłem wykonawcą. Ktoś inny zrobił to za mnie, za pieniądze.

MD     Co za różnica? Wina jest tak samo na twoich rękach, jak i tamtego.

MP      O winie można mówić tylko wtedy, kiedy sprawca się do niej poczuwa. Oczywiście nie zaprzeczam, że czyn figuruje na moim rejestrze, ale żadnego ciężaru na sumieniu nie czuję.

MD      Mogę wiedzie, jak ci się to udało?

MP      Prosto. Cel uświeca środki. Nie chciałem rujnować życia rodzinie, więc postanowiłem usunąć przeszkodę, która stała na drodze rodzinnego szczęścia. Nie powiem, żeby mi to na początku nie dokuczało. Ale z biegiem czasu człowiek się przyzwyczaja. Pewnego pięknego dnia wstaje rano z lóżka, szuka w sobie poczucia winy, a tam już go nie ma. Pozostało tylko zwykłe, obiektywne wspomnienie wydarzenia.

MD      Też bym tak chciał, ale nic by z tego nie wyszło. Za krótko mnie chyba w domu trzymali, kiedy byłem dzieciakiem, i do kościoła kazali chodzić.

MT      Mnie też by się to nie udało, żebym nie wiem jak długo się z tym zmagał. Ale, co ja tam wiem? Przecież nie próbowałem. Może rzeczywiście nie warto żyć jak pies na smyczy. Może powinno sie robić to, co się chce, a władzy i sądom zostawić pilnowanie ładu i porządku.

Macha ręką z rezygnacją, przerywa grę i wstaje. Staje przed oknem i wpatruje się za nie. Pozostali rozdają karty i grają sami.

Trzymają człowieka w niewoli, a potem, kiedy wszystko się kończy, wypuszczają z powrotem na wolność, jak gdyby nigdy nic. I po co to wszystko? Jaki to ma sens?

MP      Nie powiedziałbym, że to całkiem bezcelowe.

MT      Jakiż ty cel widzisz?

MP      Udoskonalać świat, popychać go do przodu, budować, zmieniać.

MT      Chcesz powiedzieć, że człowiek się rodzi z nakazem w kieszeni, które mu mówi, że ma zaprowadzać postęp i demokrację?

MP      No, ten przykaz to bardziej w genach niż w kieszeni (odpowiada nie spuszczając oczu z kart).

MT      To pewnie i w to wierzysz, że świat zaczął się od Wielkiego Wybuchu.



~ 11 ~





MP      A jakże inaczej?

MT      A skąd wzięła się materia, która tak „wielce” eksplodowała? Co było przed Wielkim Wybuchem?

MP      Nic. Czas wtedy nie istniał, więc nie ma o czym gadać.

MT      To brzmi jak stwierdzenie, że podłoga jest zamieciona, bo śmiecie są pod dywanem.

MP      Masz lepszy pomysł?

MT      Mam.

MP      Jaki?

MT      Taki, że naprawdę nie istnienie nic. Ani ja, ani ty, ani ty (zwracając się do Mężczyzny Drugiego), ani ten stół czy mury.

MD      Odkłada karty, z zaskoczeniem.

Czy coś ci się nie pomieszało?

Uderza w stół.

Jak możesz powiedzieć, że stołu nie ma?

MT      Nie zaprzeczam, że go widzisz oczami, słyszysz uderzenie uszami i czujesz skórą jego dotyk. Ale to wszystko jest możliwe dopiero, kiedy twój umysł przetworzy te wrażenia. Bez tej umysłowej przeróbki nie widziałbyś, nie słyszałbyś i nie czułbyś nic.

MP      W takie brednie wolisz wierzyć niż w to, co mówi nauka?

MT      Jaka nauka? Rozumiem, że masz na myśli tę, która polega na teoriach i hipotezach.

MP      Co masz przeciwko nim?

MT      To, że używa się przy tym tych samych sztuczek, co w dogmatach religii.

MP      A tak konkretnie, to co masz na myśli?

MT      Idealizm Platona.



~ 12 ~





MD      Przepraszam panowie, ale ja nic z tego nie rozumiem. Czy moglibyście mówić trochę mniej zawile?

MT      Zaraz ci to wszystko wyjaśnię.

Bierze trzy jabłka z koszyka na podłodze i kładzie je przed Mężczyzną Drugim na stole.
Ja ci będę zadawał proste zadania arytmetyczne, a ty je wykonuj używając tych jabłek.
Kiedy Mężczyzna Drugi jest gotowy, zaczyna podawać mu działania.

Jeden plus jeden.

MD      Z zadowoloną miną demonstruje zadanie.

MT      Dwa plus jeden.

MD      Reaguje tak samo jak poprzednio.

MT      Trzy minus jeden.

MD      Zachowuje się podobnie jak poprzednio.

MT      Dwa minus trzy.

MD      Bezskutecznie próbuje na różne sposoby wykonać działanie.

MT      I to jest właśnie przykład platońskiego idealizmu w działaniu. W rzeczywistym świecie takie działanie nie ma sensu. Odjąć można tylko od czegoś, co istnieje. Ale w magicznym świecie matematyki, można odjąć od czegoś, co nie istnieje, a wynikiem tego są liczby jakie (patrzy pytająco na towarzyszy)?

MP      Ujemne (odpowiada niechętnie).

MT      Zgadza się! Liczby ujemne. Nie ma czegoś takiego w normalnym świecie. Nie ma nawet temperatur ujemnych. Mogą być tylko wyższe, albo niższe. Dług, który też pokazuje się ze znakiem minus, to przecież nie ujemne, wyimaginowane pieniądze, ale prawdziwe, które ktoś komuś jest winien. Ale to nie wszystko.

Mężczyzna Drugi patrzy na mówiącego wyraźnie poruszony.

Po przekroczeniu tej granicy abstrakcji, teoretycy poszli dalej i wymyślili dla liczb ujemnych sztuczne reguły działania. Na przykład mnożenie. Minus dwa razy minus dwa jest cztery – to jest dodatnie, zwykłe cztery. Z czegoś wymyślonego powstaje coś konkretnego, jak w bajce. Ale to jeszcze nie koniec.




~ 13 ~




 MD      Co jeszcze?

MT      Potem z liczb ujemnych wyciąga się pierwiastki kwadratowe. Absurd, który, wbrew zdrowemu rozsądkowi, uznano za rzecz normalną. Z dziwolągów tego nienaturalnego działania tworzy się inne nadprzyrodzone stwory: wektory i tensory. A potem używa się ich do budowania matematycznych teorii, takich jak teoria względności Einsteina.

MD      Poważnie? Ale numer!

MT      I to jaki! Urojony, zespolony – takie właśnie imiona nadano potworkom zrodzonym z liczb ujemnych. I to ma być nauka, na której mamy polegać i której ufać? Otumania tylko i wodzi po idealistycznych manowcach, udając, że są odbiciem normalności.

MP       Nie będę ci przeszkadzał, jeśli chcesz kijem rzekę zawracać. Wytłumacz mi tylko proszę, gdzie w tym Platon i jaka jego wina.

MT      Proszę bardzo (kłania się). Teoretycy matematyki muszą przyznać, choć czynią to niechętnie, że ich domena leży w świecie idealnych form Platona. A ten doskonały, niewidzialny świat jest jednocześnie fundamentem europejskiej religii. Kapłani nauki korzystają z tego i domagają się, że skoro nie pogardził platońską doskonałością sam Bóg, więc ich domena – razem z jej wektorami, niezliczonymi wymiarami i nieeuklidesowymi przestrzeniami – musi być, tak jak On, niepodważalna i słuszna.

MD      Sprytne.

MT      Ja bym powiedział nieuczciwe. Tak jak podrabianie pieniędzy. I te prawdziwe i fałszywe to wyimaginowana wartość. Tylko że prawdziwe pieniądze są powszechnie uznane i szanowane. A podrobionych używają tylko wykorzystujący ludzkie zaufanie szarlatani i ich ofiary, które z szalbierstwa nie zdają sobie sprawy.

Światła gasną. Postacie wychodzą. Pomocnicy Postaci Czarnej zmieniają rekwizyty.













~ 14 ~



  

SCENA SZÓSTA

Postacie: Postać Czarna (PC), Postać Biała (PB), Mężczyzna Trzeci (MT)

Rekwizyty jak w Scenie Pierwszej. Postać Biała siedzi na krześle. Postać Czarna z założonymi rekami stoi obok.

PC       No i jak ci się ta trójka podoba?

PB       Niczego sobie chłopaki (wzrusza ramionami). Nie lepsi, ni gorsi niż inni.

PC       Wszyscy tak samo przypadli ci do gustu (z przebiegłym spojrzeniem)?

PB       No może ten jeden spekuluje i wymądrza się trochę za bardzo, jak na mój gust.

PC       Więc mogę...?

PB       Możesz co (nieprzyjaźnie, arogancko)?

PC       Wejść w twórcze porozumienie i zapewnić tej cierpiącej duszy spokój, a poszukującemu umysłowi pełne zaspokojenie.

PB       Absolutnie nie (stanowczo)! Albo (po namyśle), zresztą, próbuj. Może mały zakład, że ci się to nie uda?

PC       Czemu nie? O co?

PB       O wszystko (ukradkiem mruga do publiczności porozumiewawczo).

PC       Czyli o koniec wszystkiego. Albo niczego (dodaje po krótkiej pauzie, do siebie).

PB       A tam, zaraz „koniec”. Zakładasz się, czy nie?

PC       Niech będzie (przystaje niepewnie).

Podają sobie ręce i przypieczętowują zakład.

PB       O kochasiu, przegrałeś z kretesem. Już możesz pakować walizki. Choć ten mądrala wtyka nos w nieswoje sprawy i domaga się wiedzieć więcej niż mu się należy, to jednak zna swoje miejsce i wyznaczonej granicy nie przekroczy. Nikt nie przekracza. Moja w tym głowa.




~ 15 ~




PC       Nikt (wyzywająco)?

PB       No może paru się prześlizgnęło (lekceważąco).

PC       Na przykład Faust.

PB       A co mi tam jakiegoś Niemca wypominasz.

PC       Twardowski.

PB       Wzrusza ramionami.

PC       Mistrz.

PB       Kto?

PC       Ellen Brand (kontynuuje wyliczanie).

PB       No dobrze, dobrze (zaniepokojony). Wystarczy. I tak ci się nie uda (bez przekonania).

Światło gaśnie. Postacie wychodzą. Pomocnicy Czarnej Postaci wnoszą rekwizyty celi więziennej. Mężczyzna Pierwszy i Mężczyzna Drugi śpią w cieniu na pryczach. Mężczyzna Trzeci siedzi przy stole, na którym stoi butelka wódki i mały kieliszek. Siedzący rozmyśla głośno. Postać Czarna przygląda mu się z cienia poza celą.

MT      Rozum sprytny, tylko głowa głupia (patrzy z niechęcią na śpiącego Mężczyznę Pierwszego).

Połyka, co mu dadzą przetrawione na łyżce, a samemu pożuć się nie wysili.

Naiwnie wierzy, że wszystkie zagadki już rozwiązane. A przecież elementarne pytanie: „Skąd to wszystko?” (zatacza ręką dookoła), ciągle nie ma odpowiedzi. Skąd wziął się świat i jak mógł powstać z niczego?

Krnąbrność nie pozwala uwierzyć, że stoi za tym Bóg.

A może świat jest tylko złudą, która, jak każda inna złuda, powstała z niczego bez żadnego Stwórcy, a materii tak naprawdę w ogóle nie ma.



  

~ 16 ~



  

Ale jak przystać na absurd, że to, że tu siedzę, piję wódkę i gadam, to jakieś majaki, którym umysł daje tylko pozory namacalności? Oznaczałoby to, że dźwięk mojego głosu i dotyk stołu pod palcami to wytwór wyobraźni, a tak naprawdę nie ma ani stołu, ani mnie.

Choć niedorzeczna, ta myśl przynajmniej odpowiada zrozumiale na podstawowe pytanie. Bo choć materii nie można wyczarować z niczego, nicość może się zrodzić z nicości.

Kiedy niepokorny rozum odrzuca boski akt stworzenia i zaczyna dawać wiarę takim absurdom, korci by uwierzyć paplaniu nauki.

Ale mnie brzydzi jej oszukańcza, matematyczna pewność, zbudowana na idealizmie, na którym przed wiekami zbudowano dogmaty religii. A przecież nauka ma być oparta na faktach, a nie na natchnionych misteriach!

Materialistyczna maź nauki zalepia oczy i uszy i spłaszcza wszystko, byle tylko zadowolić masowych odbiorców. A oni (wskazuje na śpiących) stronią od trudnych tematów. Ale za to lubią baśnie.

Przeklęty postmodernizm! Rozkapryszone dziecko materializmu. Wychowane w sterylnych pokojach formuł, pośród estetycznych, nienaturalnych regularności. Jak wrzeszczący pomyleniec, przekonał swoich wyznawców, że kultura to tylko to, co w niej znajdzie masowy konsument. Reszta to zbędny margines.

Tylko, że ten margines to Sezam pełen nieprzebranego bogactwa umysłu i duszy. A zaklęcie do otwarcia Sezamu jest już prawie zapomniane.

Siedzą ci apostołowie deformujących rzeczywistość uproszczeń na wierzchołkach kryształowych gór. Mnie podobnych okrzykują wrogami ludzkości za kwestionowanie ich obłudy.

No pewnie, że wątpię i niedowierzam! Już wolę beztroską ignorancję (wskazuje na Mężczyznę Drugiego) od ich fałszywej, złudnej pewności, albo nawet bogobojność.

A kim są oni sami? Sceptycyzm traktują jak zło, a tych, którzy podważają ich bajki wytykają jako wymagających nawrócenia grzeszników. A przecież oferowana przez nich wiedza jest niekompletna i nieuczciwa.
Czym bowiem, jeśli nie zakłamaniem, jest tępienie idealizmu w świątyniach i potajemne używanie go do udowodnienia naukowo brzmiących hipotez?

Czym, jeśli nie oszustwem, jest kpienie z mistycyzmu i jednoczesne wpuszczanie go po kryjomu bocznymi drzwiami do laboratoriów i sal wykładowych?




~ 17 ~




Ten oferowany otwarcie w miejscach nabożeństwa czyni życie pełniejszym dla zwykłych ludzi. Ten potajemnie używany w akademiach pomaga tylko szamanom wiedzy w zaspokajaniu próżności i pogoni za poklaskiem.

Mimo że sami podpierają się idealizmem, zwalczają go tam, gdzie jest jego prawowite miejsce. A ogłupiały naród traktuje przez to religijność jako wynaturzenie i wyśmiewa się z niej.

Są pośród nich jednostki pyszne, duchowi tyrani bez szacunku i zrozumienia dla świata i ludzi. Fanatycznie przekonują, że poza materią nie istnieje nic i że szkoda czasu na zagadkę istnienia, bo jest już rozwiązana.

Ich bezsilna dyktatura nie pomniejsza jednak rzeszy tych, którzy, nie zważając na ich demagogię, obrali kurs duchowego wzbogacenia. Trzymają się wąskiej ścieżki, choćby nawet nie słyszeli o przykazaniach Mojżesza, Mahometa czy Konfucjusza.

Nie mogą z niej zboczyć, bo instynkt i poszukujący umysł podpowiadają im, że podstawowy nakaz: „nie czyń drugiemu, co nie lubisz ty”, jest wypisany w liniach papilarnych i zakodowany w łańcuchu DNA.

Trzymają się tego kursu nie ze strachu przed karą piekielną, ale przez świadomość, że nakaz, by traktować innych, jak samemu chciałoby się być traktowanym, jest częścią natury ludzkiej.

Mamy ten nakaz w genach i tylko zagłusza go propaganda współczesnych demagogów. Ich czarujące matematyczne uproszczenia i regularności powodują, że wielu zatrutych ich naukami zapomniało, że być człowiekiem, to nie tylko dać się prowadzić egoizmowi. Być człowiekiem to także kierować się instynktem niesienia pomocy.

A ten instynkt to nie fantazja, ale biologiczny fakt, który pozwolił społecznym stworzeniom, jak mrówki i pszczoły, trwać już od eonów. I być może uratuje on gatunek ludzki, który nieokiełznanym egoizmem skazuje się na zagładę.

Jak dobrze byłoby przestać myśleć i zaufać bogom! Jak przytulnie byłoby potarzać się w trawie pewników religii i popluskać w ciepłej wodzie jej moralności.

Ale czym jest dobro i zło? Czy nie z tego samego źródła się biorą? Czy bez jednego, mogłoby istnieć drugie? Czyż jedno i drugie nie jest pod kontrolą jednego wszechmocnego Boga?

Jeśli tak, to kim jest diabeł?  Gdzie jego miejsce w całości stworzenia?

To nie może być kusiciel do łamania przykazań, bo sprawdzian przez kuszenie to przecież domena tego, który czuwa nad wszystkim?




~ 18 ~





Już wiem kim jest Szatan!

To chytry sprzedawca licencji do używania nienaturalnych mocy, jakich dostąpił Faust.

To przebiegły pośrednik, oferujący produkt, który normalnie jest poza ludzkim zasięgiem, a który można posiąść za cenę duszy.

To agent drugiego świata, któremu obojętne są dylematy moralne człowieka.

To podstępny handlarz, który za cenę wykluczenia z ludzkiej społeczności, oferuje iluminacje tego, co dla śmiertelnika jest niewidoczne.

Krnąbrny rozum podpowiada więc, że Szatan to uzupełnienie Boga. Jeden rządzi normalnością, a drugi nienormalnością.

Pierwszy panuje nad naturalnym, namacalnym światem, a drugi nad niewidzialnym, który zaczyna się tam, gdzie kończy się pierwszy.

Ten cesarzem domeny, którą postrzegają ludzkie zmysły, drugi władcą tej, której oko ludzkie dojrzeć nie może.

Kogo trwoży ten bluźnierczy podział ról, niech myśli, że Szatan to nieszkodliwy szyderca, upadły anioł, który nie ośmiela się dorównywać Bogu. Stojąc ponad śmiertelnikami, drwi z ich zaślepienia chciwością i rechoce z tych, którzy, strasząc piekłem, czynią je na Ziemi.

A kto wątpi w istnienie Szatana, niech pamięta, że nawet postępowi nauczyciele upominają, że należy się odwrócić od mrocznych, nadprzyrodzonych mocy, których istnienia zaprzeczyć się nie da.

I mają rację kochający rozsadek i postęp, dobrzy pedagodzy. Jeśli Szatan to tylko podstępny pośrednik, to lepiej powstrzymać ciągoty do jego judaszowej oferty, bo może się to źle skończyć.

Lepiej i ja zostawię te niewydarzone spekulacje, bo nie wiadomo, co z nich wyniknąć może. Albo mnie licho porwie, albo mnie wyklną jako niegodnego żyć z ludźmi pomyleńca. Albo i jedno i drugie.

Wypija jeszcze jeden kieliszek i kładzie się do snu na pryczy.







~ 19 ~





SCENA SIÓDMA

Postacie: Postać Czarna (PC), Mężczyzna Trzeci (MT)

Kiedy oznaki wskazują, że Mężczyzna Trzeci śpi, Postać Czarna wchodzi do celi i siada wygodnie na krześle, jak gdyby była u siebie. Spogląda na zegarek, jak gdyby czekała na śpiącego, żeby ten się obudził. W momencie, gdy śpiący przekręca się twarzą w stronę gościa, ten strzela palcami, na co śpiący otwiera oczy i budzi się. Siada na krawędzi łóżka. Nie sprawia wrażenia wyrwanego ze snu. Przygląda się obcemu wzrokiem, który sugeruje bardziej ciekawość niż zaskoczenie.

MT      To, kim pan jest, ciekawi mnie mniej, niż odpowiedź na pytanie, czy śnie tylko, czy widzę pana na jawie.

PC       Nie odpowiada, tylko uśmiecha się pobłażliwie i wzrusza ramionami.

MT      Zimno mi (pociera ramiona, a potem otula się kocem). A przecież ludzie zwykła kojarzą pana z wysokimi temperaturami.

Czym mogę pana ugościć? Napije się pan może czegoś? Zostało mi jeszcze trochę wódki.

Wstaje i sięga po butelkę.

Dziwne. Wydawało mi się, że zostało niewiele, a tu pełna butelka. Drugiego kieliszka też nie pamiętam (lekko rozbawiony), ale to nieważne.

Wlewa i podaje kieliszek gościowi.

Na zdrowie.

PC       Na zdrowie.

MT     No wreszcie się pan odezwał, a już myślałem, że jest pan złudzeniem optycznym.

PC      Dobrze widzieć, że nie jesteś zaskoczony moim przybyciem. Spodziewałeś się mnie, nieprawdaż?

MT      I tak, i nie (śmieje się). Iście diabelska odpowiedź, co? Pozwoli pan, że się jeszcze odrobinkę napiję. Pan też?

PC       Nie, dziękuję. Ale ty pij na zdrowie. Wódka dobrze robi na zgryzoty uwięzionej duszy.



~ 20 ~





MT       Każdy ma ją uwięzioną, a nie każdy pije (z żartobliwą podchwytliwością).

PC       A bo to, widzisz, u jednych więzienie szczelne, a u innych mniej solidne. Jeden nic przez mur nie widzi, to i niczego nie żałuje, a drugi patrzy tęsknie przez kraty. Nie może przez to siedzieć spokojnie i rwie się gdzieś, sam nie wiedząc gdzie.

MT      No i co z tego, że się rwie, jeśli wyrwać się nie może.

PC        Kto powiedział, że nie?

MT       Kiedyś też tak naiwnie myślałem.

PC       A teraz?

MT      Teraz już w bajki nie wierzę (mówi patrząc przybyszowi w oczy, zdradzając brak pewności).

PC       Wierz, w co chcesz. Twoje prawo. Ale wydawało mi się, że słyszałem jak mówiłeś ostatnio coś innego.

MT      To była tylko zabawa myślowa. Takie tam próby rozwiązania trudnych zagadek bez magicznych sztuczek. Kto wie jak jest naprawdę?

PC       Ja wiem.

MT      Ach tak, pan wie (z udanym niedowierzaniem).

PC       Przytakuje.

MT      To znaczy, że jeśli zechcę, to mogę wyjść za te mury i kraty? Mogę przekroczyć normalne granice i stanąć ponad zwykłymi prawami i regułami?

PC       Jak najbardziej.

MT      Ale czemu ja? Czemu nie wybrał pan jednego z nich (wskazuje na śpiących)?

PC       Jeżeli udałoby im się, jak tobie, odnaleźć mnie i przywołać, to niezawodnie stawiłbym się do usług. Ale (patrzy pogardliwie na śpiących) nie myślę, że kiedykolwiek uda im się to uda. Jeden to zaślepiony fałszem oportunista, a drugi beztroski hedonista. Żaden nie widzi dalej czubka nosa.




~ 21 ~




  
MT      A jakiejże to zapłaty żądałby pan za tę wolność?

PC       Żadnej.

MT      Jak to żadnej?

PC       Jedynym warunkiem transakcji jest korzystanie z przyznanej licencji?

MT      To wszystko?

PC       To wszystko

MT      A co, jeśli nie będę z niej korzystać?

PC       No to trudno. Twoja strata.

MT      Ot tak po prostu: odkładam otrzymaną licencję i wszystko wraca do normy.

PC       W zasadzie tak.

MT      Chyba rozumiem (podejrzliwie). Odzyskałbym wolność tak, jak alkoholik odzyskuje wolność od nałogu. Teoretycznie mógłbym się od paktu uwolnić, ale w rzeczywistości nie mam na to szansy. Praktycznie więc zaprzedałbym swoją duszę na zawsze za życia.

PC       Po co te wielkie słowa? Byłbyś po prostu troszeczkę inny.

MT    „Troszeczkę inny” (powtarza drwiąco). Byłbym na zawsze odtrącony przez ludzi jak dziwoląg i niebezpieczny potwór. W samotności szybko postradałbym umysł i życie.

PC      Przesadzasz. Co będą cię obchodzić ludzie, jeśli będziesz miał wszystko, co zechcesz? Ty jesteś jednostka dumna, inteligentna i silna. Samotność to dla ciebie drobiazg. Przecież ją lubisz. Przyznaj.

MT      Dziękuję za komplementy. Nie mylmy jednak samotności z prywatnością. Tę ostatnią cenię aż za bardzo, żeby ją przehandlować za świecidełka, które mi pan oferuje.

PC       A co ty masz z tej twojej prywatności pośród ludzkiej ciżby? Zmartwienia i zgryzoty. Głupcy i złoczyńcy ciągle wchodzą z butami w twoje starannie ułożone, przemyślane życie, na ciebie patrząc jak na odszczepieńca.

MT      Jeżeli mnie coś nawet wyróżnia z tłumu, to moim przyjaciołom to nie przeszkadza. A jeśli los mnie nie rozpieszcza, to przecież tyko przeciwnym wiatrem latawiec wznosi się w górę.




~ 22 ~




PC      „Przeciwnym wiatrem latawiec wznosi się w górę” (przedrzeźnia zabawnie). Człowieku, kiedy z moją pomocą wykorzystasz cały swój potencjał, będziesz mógł latać sto razy wyżej (polewa mu wódki). Napij się, bo ci widzę w gardle zaschło.

MT      Wychyla podany kieliszek.

A po co mi wyżej? Ja wolę tak samo wysoko jak inni (bez przekonania).

PC       Nie kłam. Wiesz, że to nieprawda.

MT      Nawet jeśli kiedyś chciałem, to teraz już nie chcę.

PC      A ja myślałem, że ciebie na więcej stać, że masz wyższe aspiracje. Pomyśl. Gdybyś ty, arystokratyczna dusza, zapomniał o tej tam hałastrze i skupił swój twórczy umysł na gromadzeniu fortuny, iluż biednym ludziom mógłbyś pomóc?

MT      Rozrzucanie pieniędzy jeszcze nikomu nie dało trwałego szczęścia. Poza tym, prędzej czy później stałbym się chciwy, jak inni, a tego nie chcę.

PC       Ale gdybyś wszystko zostawił i poświęcił się karierze, z moją pomocą posiadłbyś wiedzę i sławę. Podziwialiby cię na całym świecie, jak czcigodną, uwielbianą, wybitną osobistość. Poszliby twoim śladem i razem urządzilibyście szczęśliwy, dobry świat, o jakim marzysz.

MT     Najlepiej niech każdy sam szuka swojej drogi. Moje miejsce nie w salonach i salach balowych, ale razem ze zwykłymi ludźmi, którzy mnie znają i doceniają jako porządnego, uczciwego człowieka.

PC      Ludzie mówisz (przebiegle)? To więc i kobiety zapewne masz na myśli. Czemuż z nimi nie obcować z większą swobodą? Ileż to razy marzyłeś o wyrwaniu się z pęt moralności? Ile razy śniły ci się dzikie orgie? Z moją licencją stałbyś się w bożyszczem kobiet. Nie mógłbyś się od nich opędzić. Miałbyś ich, ile byś chciał, bez najmniejszego ukłucia sumienia.

MT      Uśmiecha się mimo woli.

PC       Chodź ze mną. Coś ci pokażę.

Wstają. Mężczyzna Trzeci idzie posłusznie za przewodnikiem. Wychodzą z celi. Pomocnicy Postaci Czarnej zmieniają rekwizyty.






~ 23 ~



  

SCENA ÓSMA

Postacie: Postać Biała (PB), Mężczyzna Trzeci (MT), Kobieta Pierwsza (KP), Kobieta Druga (KD), Kobieta Trzecia (KT), Tancerze (kobiety tylko)

Grupa kobiet stoi lub siedzi nieruchomo w różnych pozach, zamarłe jak manekiny. Między innymi Kobieta Pierwsza, Kobieta Druga i Kobieta Trzecia. Każda z nich w charakterystycznej dla siebie pozie: Kobieta Pierwsza wpatruje się tęsknie w dal, Kobieta Druga przegląda się w lustrze, a Kobieta Trzecia jest trakcie wykonywania praktycznej lub odprężającej czynności. Postać Czarna pokazuje Mężczyźnie Trzeciemu wszystkie kobiety gestami zachwalającego towar sprzedawcy.

PC       Możesz je mieć wszystkie razem i każdą z osobna (uśmiecha się lubieżnie).

MT      Przygląda się kobietom z wyrazem, z jakim ogląda się kwiaty w ogrodzie lub słodycze w cukierni.

PC       Nie byłoby w tym nic nienaturalnego, ani złego. Nikt przecież nikomu nie robiłby przykrości. Wręcz przeciwnie.

PB       Wdziera się bezpardonowo.

Dosyć tego! Dosyć!

Klaszcze w ręce i tupie nogami, starając się wyrwać wszystkich z otumanienia. 

Postacie ożywają i opuszczają scenę. Za nimi wychodzą również Postać Biała i Postać Czarna. Postać Czarna okazuje przy tym oznaki niezadowolenia i urażonej dumy, co Postać Biała ostentacyjne ignoruje lub z czego drwi. Pozostają tylko Kobieta Trzecia i Mężczyzna Trzeci. Ten ostatni, odwrotnie od innych, w momencie pojawienia się Postaci Białej popada w odrętwienie (ma to miejsce dokładnie w chwili, gdy spogląda na Kobietę Trzecią). Ona, „przywrócona do życia”, podejmuje przerwaną czynność. Mężczyzna Trzeci budzi się z zamyślenia.

KT       Co się tak na mnie patrzysz (pyta z zabawną kokieterią)? Gdybym cię dobrze nie znała, pomyślałabym, że czymś się martwisz.

MT      Ni jak nie mogę się tego oduczyć (udając skruchę).

KT       Czego? Patrzenia się na mnie, czy zamyślania się?




~ 24 ~





MT      I jednego i drugiego.

KT       A o czym tak myślałeś?

MT      Nie mam pojęcia. Mój rozum sam chyba sobie dumał o czymś, co jak zadra tkwi w podświadomości. O obłudzie i kłamstwie, które albo do zła prowadzą, albo z niego wynikają. A diabeł wiele wspólnego z tym mieć nie może, bo ma ważniejsze zajęcia.

Przerywa, widząc wywołaną brakiem zrozumienia rozterkę na twarzy towarzyszki.
I jeszcze o czymś innym myślałem.

KT       O czym?

MT      O tym jak bardzo jestem od ciebie zależny.

KT       A, bzdury gadasz (kokieteryjnie). Znalazłbyś sobie łatwo inną, lepszą i bardziej wyrozumiałą niż ja.

MT      No któraż byłaby lepsza (z nutą sarkazmu)? Gdzież ja bym taką znalazł?

KT       Już ty mnie nie czaruj. Przecież wiem, że ci oczy ciągle chodzą za dziewczynami.

MT      Oczy mogą chodzić, ale reszta mnie zostaje tam, gdzie powinna. Na jadłospisie może być długa lista potraw, ale mądry gość wybiera tylko jedną.

KT       Aha (z niedowierzaniem). Chyba, że w drogiej restauracji. Jakby go było stać, to jeszcze niewiadomo, co by zrobił.

MT      Co warte byłoby moje życie, gdybym do tej pory nie zrozumiał, że nie cena jest ważna, tylko wybór?

KT        Kręci głową rozbawiona i niezupełnie pewna znaczenia tych słów.

MT       A wiesz, kiedy dałbym się skusić i źle wybrać?

KT        Może kiedy bym ci na to dała przyzwolenie (z pytającym wyrazem twarzy).

MT       Wtedy też nie.

KT        No to kiedy?




~ 25 ~





MT      Kiedy spośród chmur wyłoniłaby się ręka Pana Boga, a jego głos powiedziałby, że mam sobie wziąć wakacje od kodeksów i przykazań. Ale mała na to szansa (po krótkiej refleksji).

KT        A to kłopot, co (śmieje się przekornie)?

MT      Wcale nie. Za dużo mam korzyści z tego ograniczenia.

KT       Na przykład?

MT      Spokojne sumienie.

KT       Tylko (lekko zawiedziona)?

MT      Nie tylko (podchodzi do Kobiety Trzeciej i obejmuje ją). Mam coś, czego nie oddałbym za całe złoto i pieniądze świata. Mam do kogo wracać, o kim myśleć, z kim spędzać czas, dzielić dobre i złe chwile. Mam widownię, przed którą występuję każdego dnia i która mnie ocenia.

KT       Ja ciebie oceniam (z niedowierzaniem)?

MT      Tak. I dzięki temu, jak aktor, poprawiam swoją grę. Inaczej albo grałbym źle, albo w ogóle by mnie na scenie nie było.

Oddala się do środka sceny.

Jeśli to wszystko to nieistniejąca złuda (zatacza ręką dookoła siebie), to nawet i w tym mirażu istnieją reguły. A najważniejsza z nich to budować związki z innymi uczestnikami fatamorgany. Ważne są wszystkie połączenia, ale to jedno z wybraną osobą jest najważniejsze. To wierzchołek piramidy zależności. Nie każdemu dane jest go osiągnąć, ale warto o to walczyć i niejedno temu poświęcić. A ten kopiec z nagrodą na szczycie (bierze towarzyszkę za rękę) to najważniejsza część naszej majętności. Budujmy go i pielęgnujmy, nawet gdyby wraz z resztą mienia miał się okazać jedynie iluzją w bezkresnej, diabelskiej nicości.


KONIEC



~ 26 ~